W pobliskim motelu w Beatty w stanie Nevada, Dean leżał na
łóżku w jednym z małych pokoi, przeglądając lokalną gazetę. Kiedy drzwi się
otworzyły, usiadł na skraju łóżka. Jego brat podał mu kawę, a on otworzył
wieczko i zrobił spory łyk.
- Ale tego potrzebowałem – powiedział oblizując wargi.
Sam uśmiechnął się lekko i usiadł naprzeciwko Dean’a.
- Znalazłeś coś? – spytał
- No pewnie. – uśmiechnął się szeroko i otworzył czarny
laptop, odwracając ekran w stronę Sam’a. – 1347 mil stąd w Kansas w miasteczku
Morganville ludzie zaczęli się dziwnie zachowywać. W jeden dzień sąsiad
zamordował sąsiada, dziecko zasztyletowało starszą panią, mąż zabił żonę i
własne dzieci. – Dean wykrzywił usta w
grymasie obrzydzenia – To nie jest normalne. Wydaję mi się, że to sprawka
demonów.
- No to ruszamy. – odparł Sam, wyciągając z pod łóżka torbę
pełną broni. Wcisnął do niej jeszcze parę ubrań i wyszedł z pokoju.
Dean dopił szybko kawę i zakładając na siebie skórzaną
kurtkę, ruszył za bratem na parking, gdzie stał jego czarny samochód, Chevrolet
Impala z rocznika 67. Odpalił silnik i w
blasku zachodzącego słońca ruszyli w drogę.
*
* *
Miasteczko Morganville niczym się nie różniło od innych
miasteczek. Oprócz opustoszałych ulic i dziwnych zachowań ludzi. Dean i Sam
jechali główną drogą, kiedy wystraszona, rudowłosa dziewczyna wyskoczyła im
przed auto. Dean gwałtownie zahamował, a ona odbiła się od maski samochodu i
upadła na jezdnię. Na szczęście nic się jej nie stało. Za nią szedł mężczyzna z
zakrwawionym nożem. Sam wyskoczył z auta i wylał na niego poświęcona wodę.
Mężczyzna opuścił nóż, a woda zaczęła się wżerać w jego ubrania, jak kwas. W
tym czasie Dean wymierzył mu srebrnym sztyletem
cios w plecy, a demon wydał przeraźliwy krzyk i upadł martwy na drogę. Jednego
demona mniej – pomyślał Dean i spojrzał na ciało mężczyzny.
Kiedy sprzątnęli zwłoki z jezdni i zaprowadzili dziewczynę
do domu, każąc jej rozsypać sól przy każdym oknie i drzwiach, ruszyli dalej.
Ulice Morganville nadal były puste, nie przechodził nimi żaden człowiek. Sam
zastanawiał się czy ktokolwiek jeszcze tu żyje.
Dean zaparkował swojego Chevroleta na chodniku. Wyciągnął z
bagażnika książkę z egzorcyzmami, więcej butelek poświęconej wody, sól, parę
srebrnych sztyletów, które spakował do torby oraz dwa rewolwery naładowane nabojami
z solą. Jeden z nich podał Sam’owi. Założył na ramię torbę i razem z bratem
ruszyli chodnikiem. Na drzwiach jednego z budynków zauważyli narysowany
pentagram.
- Chcieli się bronić – stwierdził Dean – ale nie zdążyli –
wskazał na rozbite okna.
Sam zaczął się rozglądać po okolicy. Oczy Dean’a pobiegły za
wzrokiem brata i skierowały się na dużą gromadę demonów, która szła w ich
stronę.
- Cholera! – zaklął Dean – Jest ich za dużo, nie
powstrzymamy ich wszystkich . . . i zablokowali nam przejście do auta.
Pieprzone demony!
Sam bardziej opanowany, pociągnął brata do opuszczonego baru
i zatrzasnął drzwi, rozsypują przy każdym wejściu sól.
- Super !– rzucił sarkastycznie – Demony nas otoczyły!
- Zamknij się chociaż na chwilę! – posłał Dean’owi wkurzone
spojrzenie – Musimy ich sprowadzić w jedno miejsce i uwolnić ludzi od demonów.
- Ciekawe jak chcesz to zrobić – prychnął.
- Mam plan – skwitował Sam.
* * *
Gdy zapadła noc, Sam przy drzwiach w dużej sali
gimnastycznej zaczął rysować ogromny pentagram. Później przykrył go razem z
bratem jakimś płótnem.
- Mam nadzieję, że się nie zorientują. – powiedział Dean.
- Będą zajęci czymś innym. – spojrzał na brata, odsuwając
śnieżnobiałe zęby.
- O nie! – wiedział, co chodzi Sam’owi po głowie – Nie będę
przynętą dla jakiś piekielnych czortów.
- Och, nie bądź mięczak. – wiedział, jak go podejść i parę
minut potem Dean zgodził się.
Kiedy wszystko było przygotowane, Dean uzbrojony w rewolwer,
wyszedł w ciemną noc przed wejściem do sali i zaczął krzyczeć:
- Ej!!! Pieprzone demony!! Wyjdźcie z ukrycia!! No chyba, że
macie cykora!!
Rozejrzał się i zauważył jak z ciemności wyłaniają się
demony. Było ich więcej niż przedtem. Dzieci, kobiety, mężczyźni opętani przez
demony, ruszyli szybkim krokiem w jego stronę. Dean zaczął strzelać do nich.
Sól ich nie zabijała, mogła tylko trochę ich zranić. Dean’owi zależało tylko na
tym, żeby bardziej wkurzyć demony, i kiedy mu się to udało, zaczął się
wycofywać przez wejście do budynku. Demony wbiegły na salę i nagle się
zatrzymały, jakby były w jakiejś niewidzialnej pułapce.
- Mamy was. – uśmiechnął się zwycięsko Dean.
* * *
Sam okrążając pentagram, w którym były uwięzione demony,
zaczął czytać egzorcyzmy po łacinie. Dean siedział na trybunach i zauważył, że
przez otwarte drzwi, stoi dziewczyna, która przyglądała mu się uważnie. Była
bardzo piękna. Jej długie, lekko kręcone na końcu, brązowe włosy opadały luźno
na jej drobne ramiona. Jej rysy były gładkie i delikatne. Cerę miała subtelną.
Była szczupła i wysoka. Na sobie miała czarny sweter i ciemne dżinsy. Idealna –
pomyślał Dean. Gdyby tylko nie była opętana przez demona.
- Jeszcze jedna! – krzyknął do Sam’a i wybiegł za nią na
zewnątrz.
Rozejrzał się, ale nigdzie jej nie zobaczył, ulice były
puste. Nagle z tyłu ktoś go zaatakował.
- Nienawidzę walczyć z dziewczynami – mruknął
- A ja z żałosnymi facetami – wysyczał demon w ciele
dziewczyny.
Dean wyswobodził się z ucisku dziewczyny na szyi i powalił
ją na trawę. Usiadł na nią okrakiem i przytrzymał jej nadgarstki, żeby się nie
uwolniła.
- I tak ci się nie uda wyrzucić mnie z ciała dziewczyny –
zaśmiał się szyderczo demon.
- Chcesz się przekonać? – Sam zjawił się przy nich i zaczął
wypowiadać słowa egzorcyzmu.
Demon zaczął się szarpać, a potem z ust dziewczyny wyłoniła
się czarna mgła i rozpłynęła się w powietrzu. Dean przyłożył dwa palce na jej
tętnicę szyjną, żeby sprawdzić puls, dziewczyna żyła, lecz była nadal
nieprzytomna. Wziął ją na ręce.
- Co z resztą? – spytał brata.
- Nic nie pamiętają – odparł Sam. – A co robimy z tą
dziewczyną?
- Zabierzemy ją na razie ze sobą.
- Ale . . .
- Nie możemy przecież jej tu zostawić. Jest nieprzytomna.
- No dobra – westchnął Sam i skierowali się w miejsce, gdzie
ostatnio zostawili samochód. Kiedy doszli, Sam otworzył tylne drzwi auta, a
Dean delikatnie ułożył dziewczynę na siedzenie. A potem ruszyli do najbliższego
motelu w Kansas.
*
* *
Gdy dziewczyna się obudziła, Dean siedział przy niej. Rozejrzała
się po pokoju, który był mały, ale przytulny. A potem spojrzała przerażona na
chłopaka.
- Kim jesteś? I co ja tu robię?
- Wreszcie się obudziłaś – uśmiechnął się lekko do niej –
Wiem, że na pewno mi nie uwierzysz, ale byłaś opętana przez demona, ja z bratem
uratowaliśmy cię. – wyjaśnił.
- Och, pieprzony demon! – rzuciła zbulwersowana.
Dean spojrzał na nią całkowicie zaskoczony.
- Ty, wiesz o demonach?
- No pewnie, a tak po za tym to jestem Holly. – odparła z
uśmiechem.
- Ja, Dean. – przedstawił się – Ale skąd wiesz?
- O demonach?
Przytaknął.
- Mój ojciec jest łowcą, to znaczy był, teraz jest tak jakby
na emeryturze. Nie ma siły już na polowanie.
Drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Sam z kanapkami i
kawą.
- Ooo . . . obudziłaś się – rzucił entuzjastycznie i położył
tacę na stół, a potem podszedł do dziewczyny i się przestawił:
- Jestem Sam.
- Holly. – uśmiechnęła się.
- Jej ojciec był łowcą. – odezwał się Dean.
- Serio? – Sam uniósł wysoko brwi.
- Tak – odpowiedziała.
- A jak cię zaatakował demon? – spytał Dean, podając jej
kawę.
- Dzięki. – wzięła ją i upiła łyk – Uciekłam z domu . . . –
westchnęła smutno, przypominając sobie kłótnie z ojcem - . . . biegłam przez jakiś las, a potem
znalazłam się na rozdrożu i wtedy mnie zaatakował.
- A czemu uciekłaś z domu? Jak można wiedzieć – zapytał
uprzejmie Sam, siadając obok Dean,a.
- To przez ojca. Nie chciał bym została łowcą. Ciągle powtarzał,
że jest to dla mnie niebezpieczne i
żebym sobie znalazła normalną pracę i założyła rodzinę. Ale ja tego nie
chce.
- Muszę się z nim zgodzić. Ta robota jest niebezpieczna. –
powiedział Sam.
- Nie jestem już mała. Umiem o siebie zadbać. – oburzyła się.
- Jesteś niedoświadczona. – stwierdził Dean.
- A właśnie, że jestem doświadczona, chodziłam na karate i
na strzelectwo.
- To nie wystarczy.
- Och, zamknij się Sam. Ja nic innego nie pragnę, jak zostać
łowcą. I wy mi w tym pomożecie. – uśmiechnęła się do chłopaków, a oni wymienili
się spojrzeniami.
- Niby jak? – Sam spojrzał na nią marszcząc brwi.
- Będę z wami polować, a przy okazji bardziej mnie
podszkolicie.
- Nie ma mowy. – Dean pokręcił przecząco głową – Jeszcze ci
się coś stanie, a ja nie chce cię mieć na sumieniu. – podszedł do okna. Holly
stanęła obok niego.
- Dean, proszę. Zgódź się. Bardzo mi na tym zależy.- ujęła go
za rękę, a on spojrzał jej głęboko w oczy.
- Dobra. Zgadzam się.
Holly z radości mocno go wyściskała.
- Spokojnie, bo mnie udusisz. – zaśmiał się.
Nagle zadzwoniła komórka Sam’a. Odebrał ją, a jego smutny
wzrok przeniósł się na Holly.