niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział I



W pobliskim motelu w Beatty w stanie Nevada, Dean leżał na łóżku w jednym z małych pokoi, przeglądając lokalną gazetę. Kiedy drzwi się otworzyły, usiadł na skraju łóżka. Jego brat podał mu kawę, a on otworzył wieczko i zrobił spory łyk.
- Ale tego potrzebowałem – powiedział oblizując wargi.
Sam uśmiechnął się lekko i usiadł naprzeciwko Dean’a.
- Znalazłeś coś? – spytał
- No pewnie. – uśmiechnął się szeroko i otworzył czarny laptop, odwracając ekran w stronę Sam’a. – 1347 mil stąd w Kansas w miasteczku Morganville ludzie zaczęli się dziwnie zachowywać. W jeden dzień sąsiad zamordował sąsiada, dziecko zasztyletowało starszą panią, mąż zabił żonę i własne dzieci. –  Dean wykrzywił usta w grymasie obrzydzenia – To nie jest normalne. Wydaję mi się, że to sprawka demonów.
- No to ruszamy. – odparł Sam, wyciągając z pod łóżka torbę pełną broni. Wcisnął do niej jeszcze parę ubrań i wyszedł z pokoju.
Dean dopił szybko kawę i zakładając na siebie skórzaną kurtkę, ruszył za bratem na parking, gdzie stał jego czarny samochód, Chevrolet Impala  z rocznika 67. Odpalił silnik i w blasku zachodzącego słońca ruszyli w drogę.

      *  *  *

Miasteczko Morganville niczym się nie różniło od innych miasteczek. Oprócz opustoszałych ulic i dziwnych zachowań ludzi. Dean i Sam jechali główną drogą, kiedy wystraszona, rudowłosa dziewczyna wyskoczyła im przed auto. Dean gwałtownie zahamował, a ona odbiła się od maski samochodu i upadła na jezdnię. Na szczęście nic się jej nie stało. Za nią szedł mężczyzna z zakrwawionym nożem. Sam wyskoczył z auta i wylał na niego poświęcona wodę. Mężczyzna opuścił nóż, a woda zaczęła się wżerać w jego ubrania, jak kwas. W tym czasie Dean wymierzył mu srebrnym  sztyletem cios w plecy, a demon wydał przeraźliwy krzyk i upadł martwy na drogę. Jednego demona mniej – pomyślał Dean i spojrzał na ciało mężczyzny.

Kiedy sprzątnęli zwłoki z jezdni i zaprowadzili dziewczynę do domu, każąc jej rozsypać sól przy każdym oknie i drzwiach, ruszyli dalej. Ulice Morganville nadal były puste, nie przechodził nimi żaden człowiek. Sam zastanawiał się czy ktokolwiek jeszcze tu żyje.
Dean zaparkował swojego Chevroleta na chodniku. Wyciągnął z bagażnika książkę z egzorcyzmami, więcej butelek poświęconej wody, sól, parę srebrnych sztyletów, które spakował do torby oraz dwa rewolwery naładowane nabojami z solą. Jeden z nich podał Sam’owi. Założył na ramię torbę i razem z bratem ruszyli chodnikiem. Na drzwiach jednego z budynków zauważyli narysowany pentagram.
- Chcieli się bronić – stwierdził Dean – ale nie zdążyli – wskazał na rozbite okna.
Sam zaczął się rozglądać po okolicy. Oczy Dean’a pobiegły za wzrokiem brata i skierowały się na dużą gromadę demonów, która szła w ich stronę.
- Cholera! – zaklął Dean – Jest ich za dużo, nie powstrzymamy ich wszystkich . . . i zablokowali nam przejście do auta. Pieprzone demony!
Sam bardziej opanowany, pociągnął brata do opuszczonego baru i zatrzasnął drzwi, rozsypują przy każdym wejściu sól.
- Super !– rzucił sarkastycznie – Demony nas otoczyły!
- Zamknij się chociaż na chwilę! – posłał Dean’owi wkurzone spojrzenie – Musimy ich sprowadzić w jedno miejsce i uwolnić ludzi od demonów.
- Ciekawe jak chcesz to zrobić – prychnął.
- Mam plan – skwitował Sam.

                                                                        *  *  *

Gdy zapadła noc, Sam przy drzwiach w dużej sali gimnastycznej zaczął rysować ogromny pentagram. Później przykrył go razem z bratem jakimś płótnem.
- Mam nadzieję, że się nie zorientują. – powiedział Dean.
- Będą zajęci czymś innym. – spojrzał na brata, odsuwając śnieżnobiałe zęby.
- O nie! – wiedział, co chodzi Sam’owi po głowie – Nie będę przynętą dla jakiś piekielnych czortów.
- Och, nie bądź mięczak. – wiedział, jak go podejść i parę minut potem Dean zgodził się.
Kiedy wszystko było przygotowane, Dean uzbrojony w rewolwer, wyszedł w ciemną noc przed wejściem do sali i zaczął krzyczeć:
- Ej!!! Pieprzone demony!! Wyjdźcie z ukrycia!! No chyba, że macie cykora!!
Rozejrzał się i zauważył jak z ciemności wyłaniają się demony. Było ich więcej niż przedtem. Dzieci, kobiety, mężczyźni opętani przez demony, ruszyli szybkim krokiem w jego stronę. Dean zaczął strzelać do nich. Sól ich nie zabijała, mogła tylko trochę ich zranić. Dean’owi zależało tylko na tym, żeby bardziej wkurzyć demony, i kiedy mu się to udało, zaczął się wycofywać przez wejście do budynku. Demony wbiegły na salę i nagle się zatrzymały, jakby były w jakiejś niewidzialnej pułapce.
- Mamy was. – uśmiechnął się zwycięsko Dean.
      
*  *  *

Sam okrążając pentagram, w którym były uwięzione demony, zaczął czytać egzorcyzmy po łacinie. Dean siedział na trybunach i zauważył, że przez otwarte drzwi, stoi dziewczyna, która przyglądała mu się uważnie. Była bardzo piękna. Jej długie, lekko kręcone na końcu, brązowe włosy opadały luźno na jej drobne ramiona. Jej rysy były gładkie i delikatne. Cerę miała subtelną. Była szczupła i wysoka. Na sobie miała czarny sweter i ciemne dżinsy. Idealna – pomyślał Dean. Gdyby tylko nie była opętana przez demona.
- Jeszcze jedna! – krzyknął do Sam’a i wybiegł za nią na zewnątrz.
Rozejrzał się, ale nigdzie jej nie zobaczył, ulice były puste. Nagle z tyłu ktoś go zaatakował.
- Nienawidzę walczyć z dziewczynami – mruknął
- A ja z żałosnymi facetami – wysyczał demon w ciele dziewczyny.
Dean wyswobodził się z ucisku dziewczyny na szyi i powalił ją na trawę. Usiadł na nią okrakiem i przytrzymał jej nadgarstki, żeby się nie uwolniła.
- I tak ci się nie uda wyrzucić mnie z ciała dziewczyny – zaśmiał się szyderczo demon.
- Chcesz się przekonać? – Sam zjawił się przy nich i zaczął wypowiadać słowa egzorcyzmu.
Demon zaczął się szarpać, a potem z ust dziewczyny wyłoniła się czarna mgła i rozpłynęła się w powietrzu. Dean przyłożył dwa palce na jej tętnicę szyjną, żeby sprawdzić puls, dziewczyna żyła, lecz była nadal nieprzytomna. Wziął ją na ręce.
- Co z resztą? – spytał brata.
- Nic nie pamiętają – odparł Sam. – A co robimy z tą dziewczyną?
- Zabierzemy ją na razie ze sobą.
- Ale . . .
- Nie możemy przecież jej tu zostawić. Jest nieprzytomna.
- No dobra – westchnął Sam i skierowali się w miejsce, gdzie ostatnio zostawili samochód. Kiedy doszli, Sam otworzył tylne drzwi auta, a Dean delikatnie ułożył dziewczynę na siedzenie. A potem ruszyli do najbliższego motelu w Kansas.

   *  *  *

Gdy dziewczyna się obudziła, Dean siedział przy niej. Rozejrzała się po pokoju, który był mały, ale przytulny. A potem spojrzała przerażona na chłopaka.
- Kim jesteś? I co ja tu robię?
- Wreszcie się obudziłaś – uśmiechnął się lekko do niej – Wiem, że na pewno mi nie uwierzysz, ale byłaś opętana przez demona, ja z bratem uratowaliśmy cię. – wyjaśnił.
- Och, pieprzony demon! – rzuciła zbulwersowana.
Dean spojrzał na nią całkowicie zaskoczony.
- Ty, wiesz o demonach?
- No pewnie, a tak po za tym to jestem Holly. – odparła z uśmiechem.
- Ja, Dean. – przedstawił się – Ale skąd wiesz?
- O demonach?
Przytaknął.
- Mój ojciec jest łowcą, to znaczy był, teraz jest tak jakby na emeryturze. Nie ma siły już na polowanie.
Drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Sam z kanapkami i kawą.
- Ooo . . . obudziłaś się – rzucił entuzjastycznie i położył tacę na stół, a potem podszedł do dziewczyny i się przestawił:
- Jestem Sam.
- Holly. – uśmiechnęła się.
- Jej ojciec był łowcą. – odezwał się Dean.
- Serio? – Sam uniósł wysoko brwi.
- Tak – odpowiedziała.
- A jak cię zaatakował demon? – spytał Dean, podając jej kawę.
- Dzięki. – wzięła ją i upiła łyk – Uciekłam z domu . . . – westchnęła smutno, przypominając sobie kłótnie z ojcem -  . . . biegłam przez jakiś las, a potem znalazłam się na rozdrożu i wtedy mnie zaatakował.
- A czemu uciekłaś z domu? Jak można wiedzieć – zapytał uprzejmie Sam, siadając obok Dean,a.
- To przez ojca. Nie chciał bym została łowcą. Ciągle powtarzał, że jest to dla mnie niebezpieczne i  żebym sobie znalazła normalną pracę i założyła rodzinę. Ale ja tego nie chce.
- Muszę się z nim zgodzić. Ta robota jest niebezpieczna. – powiedział Sam.
- Nie jestem już mała. Umiem o siebie zadbać. – oburzyła się.
- Jesteś niedoświadczona. – stwierdził Dean.
- A właśnie, że jestem doświadczona, chodziłam na karate i na strzelectwo.
- To nie wystarczy.
- Och, zamknij się Sam. Ja nic innego nie pragnę, jak zostać łowcą. I wy mi w tym pomożecie. – uśmiechnęła się do chłopaków, a oni wymienili się spojrzeniami.
- Niby jak? – Sam spojrzał na nią marszcząc brwi.
- Będę z wami polować, a przy okazji bardziej mnie podszkolicie.
- Nie ma mowy. – Dean pokręcił przecząco głową – Jeszcze ci się coś stanie, a ja nie chce cię mieć na sumieniu. – podszedł do okna. Holly stanęła obok niego.
- Dean, proszę. Zgódź się. Bardzo mi na tym zależy.- ujęła go za rękę, a on spojrzał jej głęboko w oczy.
- Dobra. Zgadzam się.
Holly z radości mocno go wyściskała.
- Spokojnie, bo mnie udusisz. – zaśmiał się.
Nagle zadzwoniła komórka Sam’a. Odebrał ją, a jego smutny wzrok przeniósł się na Holly.




sobota, 20 kwietnia 2013

Prolog



Dziewczyna biegnąca przez gęsty las, nagle znalazła się na rozdrożu dróg.
Czuła, że coś ją goni. Jej oddech był szybki i płytki. Serce mocno waliło.
Przed nią niespodziewanie wyrosła ogromna, ciemna mgła.
To był demon, wiedziała to. Czarna mgła weszła w nią, a ona pogrążyła się w ciemność.