sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział IV



Casino Party Kings 100 South State Street, Chicago.
-  Wygrałem. Znowu.  – Dean z ogromnym bananem na twarzy, podszedł do Holly i Sama, którzy siedzieli przy barze i popijali drinka. Zaczął tańczyć jakieś dziwne ruchy, do tego śpiewając:
- Jestem królem pokera, o tak! Nikt ze mną nie wygra, o tak!
- Dean, uspokój swoje hormony, jesteś w miejscu publicznym.
- Braciszku, nie bądź takim sztywniakiem, bo żadna cię nie będzie chciała.
Holly nie mogła się powstrzymać i parsknęła śmiechem. Sam zmroził ją wzrokiem.
- No co? Mógłbyś być trochę bardziej wyluzowany, za bardzo się spinasz.
- Nie prawda! – żachnął się i okręcił na krześle w stronę baru.
- Ooo… pan obrażalski się obraził – usiadł obok brata i poklepał go po ramieniu – Ej no, nie fochaj się, postawię ci drinka – posłał bratu słodki uśmiech. Sam spojrzał na brata i przymrużył powieki.
- Dobrze, ale chcę dużego i z parasoleczką. – uniósł dumnie brodę, ciesząc się w duszy, że udało mu się nabrać brata.  
Nagle do casyna wpadła przerażona dziewczyna. Miała czerwone włosy, z prostą grzywką opadającą na jej piękną owalną twarz. A na sobie miała czarną, krótką, gotycką sukienkę.
- Ludzie! Pomóżcie! Jakiś potwór zaatakował mojego chłopaka.
Nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi, uważali ją za wariatkę i szkoda było im marnować na nią czas. Łowcy spojrzeli po sobie i jako jedyni podeszli do przestraszonej dziewczyny. Przedstawili się.
- Ja jestem Lena. – odparła czerwono włosa.    
- Co się stało? – spytał Sam.
- Mój chłopak . . . coś go . . . zaatakowało . . .  – była tak roztrzęsiona, że ledwo składała zdania.
- Dobrze, zaprowadź nas tam.
Łowcy poszli za dziewczyną. Po drodze Sam zabrał torbę broni, tak na wszelki wypadek. Nie wiadomo było z czym mieli do czynienia, a lepiej było się zabezpieczyć. Dziewczyna skręciła za róg casyna, łowcy podążyli za nią. Wszystkie sklepy były już pozamykane, tylko wystawy się świeciły. Znaleźli się w ciemnej, niezadbanej uliczce. Lena podbiegła do ciała chłopaka, które były strzępach. Dziewczyna zaczęła strasznie szlochać. Łowcy podeszli do niej. Holly przytuliła dziewczynę. Sam spojrzał na Deana i bezgłośnie ułożył usta w słowo wilkołak. Oczywiście w ciele chłopaka nie było serca. Dean spojrzał w niebo. No tak, pełnia. Czemu o tym zapomnieliśmy?
-  No to mamy problem. – powiedział cicho Dean.
- Lena!! – głos pochodził od jakiegoś chłopaka, który zbliżył się do nich. Miał kruczoczarne włosy, ubrany był normalnie, w zwykłe dżinsy i granatową koszulkę.
- Co ty tu robisz, Asher? – Lena odsunęła się od łowczyni i otarła szybko łzy.
- Przechodziłem tędy i zauważyłem cię. Co się stało? – chłopak był bardzo zaniepokojony. Lena podeszła do niego i wtuliła się. On objął ją.
- Alec nie żyje. – dziewczyna ponownie zaniosła się płaczem, a chłopak głaskał ją po włosach i uspokajał. Potem spojrzał nad jej ramieniem na braci i Holly.
- Kim wy jesteście?
- Teraz to nie ważne, trzeba ją stąd zabrać.


                                                                                 *   *   *

80 East Lake Street.
- Połóż ją tutaj. – Asher ułożył Lenę na kanapie i okrył ją szczelnie kocem. Dziewczyna zasnęła już w aucie. Zasługiwała teraz na długi odpoczynek po tym okropnym wydarzeniu.
- To powiecie mi kim jesteście? – zapytał ponownie.
- Łowcami. – odparł krótko Dean, nie patrząc na chłopaka. Usiadł na krześle i zaczął czyścić broń.
- Łowcami? – Asher był zaskoczony.
- Tak. Polujemy na potwory jak wampiry, demony, wilkołaki, duchy itp. – wyjaśnił Sam. Asher szczerze się zaśmiał.
- Wy sobie żartujecie? – dalej się śmiał, ale nagle spoważniał widząc, że nie było im do żartów. – Wy mówicie prawdę?
- Oczywiście. – odparła Holly – Wiem, że może być to dla ciebie irracjonalne, ale to prawda. Wszechświat skrywa wiele tajemnic.
- Więc Aleca zaatakował jeden z tych stworów? Ale jaki?
- Wilkołak.
- Tu w Chicago? 
- Potwory są wszędzie. Dobrze ukrywają się wśród ludzi. – Dean załadował broń i schował ją do torby. – Musimy go znaleźć, by nie było więcej ofiar. Te monstra są jak dzikie zwierzęcia, nie panują nad swoim instynktem,  szczególnie w czasie pełni.
- I czym go zabijecie?
- Srebrem.
- To na nie działa? Myślałem, że to tylko legendy.
- W każdej legendzie znajduje się ziarnko prawdy. – Sam rzucił na ramię torbę, którą podał mu brat – Ja z Deanem pójdziemy go poszukać, a ty Holly zostań tu.
Chłopcy skierowali się do drzwi, ale dziewczyna ich zatrzymała.
- Co? Czemu nie mogę iść z wami? – szepnęła bardzo cicho i zerknęła na Ashera, który był zajęty Leną. Głaskał ją delikatnie po policzku. Było w tym coś intymnego. Łowczyni wróciła wzrokiem do braci.
- Lepiej będzie jak tu zostaniesz . . . – odparł Dean.
- Jasne, chcecie mnie się tylko pozbyć – rzuciła wzburzona. – A co jeśli ten wilkołak tu przyjdzie?
- Wątpię.
- Skąd takie przekonanie, Dean?
-  Bo ja go zabiję i nie zdąży tu wejść.
- Jesteś za pewny siebie.
- Przeszkadza ci to?! – wysyczał głośniej przez zęby. Holly już otwierała usta, by się mu jakoś odgryźć, ale Sam zareagował:
- Koniec. Musimy iść. – i pociągnął brata do wyjścia. Łowczyni stała z zaciśniętymi pięściami i zębami, gapiąc się w drzwi. Miała go już serdecznie dosyć. Co on sobie wyobrażał? Nie był idealny. Nikt nie był. Nawet ona.   

                                                              
    *  *  *

Bracia wrócili z samego rana. Jednak żadnego wilkołaka nie złapali. Jakby się zapadł pod ziemię. To było dziwne. Łowcom to się nigdy nie zdążyło. Zawsze w czasie pełni się ujawniały, czy tego chciały czy nie. Rzadko przezwyciężały tę żądzę mordowania, po prostu miały to w genach, a moc pełni tylko to umacniała. Jedynym wyjściem było zapuszczenie się w jakimś lesie, z dala od ludzi. Czyżby on też to zrobił? Lena już się lepiej czuła, ale ból po stracie chłopaka nie znikł. Asher cały czas był przy niej, bardzo zależało mu na niej. Po śniadaniu dziewczyny poszły do kuchni, zmyć naczynia. Faceci oczywiście zmyli się do salonu, oglądać telewizję.
- Asher to twój były? – Lena właśnie podawała Holly ostatni talerz i o mało go nie opuściła. Na szczęście łowczyni miała dobry refleks.
- Przepraszam, nie potrzebnie się wtrącam.
- Nie, nic się nie stało. – wytarła ręce w ręcznik i oparła się o zlew – To było dawno temu. Byliśmy ze sobą bardzo długo. Znajomi mówili, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dopełnialiśmy się. Wszystko było idealne do pewnego dnia, kiedy przyszedł nawalony, miał bardzo dużo niebezpiecznych zadrapań i ran. Chciałam go zabrać do szpitala, wyglądało to okropnie, ale on nie chciał. Opatrzyłam go tylko, bo na nic innego mi nie pozwolił. Bałam się, że może być jeszcze gorzej. Gdy pytałam się, co się stało, on milczał. Od tamtego czasu nie układało się nam, ciągłe kłótnie, jego zniknięcia na noc. Prowadziło to tylko do jednego, że ma kogoś. Zerwałam z nim. Był tym załamany, prosił mnie bym do niego wróciła, ale ja nie mogłam i nigdy do niego już nie wrócę. Nie wytrzymie  kolejnych kłamstw i tajemnic. Lepiej gdy nie jesteśmy razem.  – dziewczyna odwróciła twarz, powiedziała przepraszam i wyszła z kuchni.
Holly było jej żal. Ona nadal mocno kochała Ashera, ale przez te jego sekrety, nie mogła z nim być. Czy to naprawdę chodziło o kochankę? Czy ukrywał on coś innego, coś gorszego? Holly musiała się tego dowiedzieć, ale nie zamierzała mówić o swoich domysłach braciom. Sama chciała to rozwikłać.

                                                              
*   *   *


Winchesterowie ponownie  wyruszyli na poszukiwanie potwora, a Holly znowu została z Asherem i Leną. Czerwono włosa poszła się położyć do swojego pokoju. Natomiast łowczyni i chłopak czuwali w salonie. Nagle chłopak wstał i ruszył do wyjścia.
- Wiem, że to ty! – zawołała za nim. Kruczowłosy zatrzymał się i odwrócił w jej stronę. Jego oczy były żółte, a z ust wystawały wielkie kły. Zaczął się zbliżać do niej. Holly pośpiesznie wstała i wyciągnęła srebrny sztylet. Wilkołak rzucił się na nią. Łowczyni w samą porę uchyliła się i wyminęła potwora. Wybiegła z budynku. Chłopak dopadł ją i przypiął do ściany. Sztylet wypadł jej z ręki. Była bezbronna, potwór był za silny.
- Nie pozwolę wam ją skrzywdzić!!! – warknął wilkołak.
- Nikt jej nie krzywdzi. – wyszeptała – Jedyną osobą, która to robiła, byłeś ty.
- Nie prawda!! Ja tylko chroniłem ją przed sobą. Robiłem to wyłącznie dla jej dobra.
- Dobra?! Niszcząc jej życie i zabijając jej chłopaka?
Asher odsunął się od łowczyni.
- On by ją wykorzystał, nie mogłem na to pozwolić, by znowu cierpiała. Gdy zauważyłem ich w tej uliczce i jak on się do niej przylepiał, chociaż ona go odpychała . . . nie mogłem na to patrzeć, wiedziałem, że jej coś zrobi. Nie mogłem się powstrzymać i zabiłem go.
- A nie sądzisz, że czas jej wyznać prawdę? Zasługuje na to.
- Nie!!! – wydarł z siebie głośny ryk i skoczył na Holly. Dziewczyna zamknęła oczy i zasłoniła się rękoma. Czuła, że tego nie przeżyje. Ale nagle usłyszała wystrzał i wilkołak upadł przed nią na ziemię. Sam podbiegł do dziewczyny.
- Jesteś cała? – zapytał zaniepokojony. Holly przytaknęła. Spojrzała na ciało Ashera. Nie żył. Dean zajął się ciałem.
Kiedy wrócili do Leny, dziewczyna siedziała na kanapie, patrząc pusto przed siebie. Łowczyni usiadła obok.
- To on . . .?
- Tak, przykro mi. Wiem jak bardzo go kochałaś. On również mocno cię kochał. Chronił cię przed sobą i dlatego ukrywał kim naprawdę jest. – Lena spojrzała na Holly i przytuliła się do niej. Łowczyni odwzajemniła uścisk.
- Dziękuje. – powiedziała czerwono włosa.
- Nie masz za co. Chciałam, żebyś o tym wiedziała. – uśmiechnęła się do dziewczyny i podeszła do Deana i Sama.
Kiedy byli już przed budynkiem, Holly zatrzymała ich.
- Chłopcy, muszę wam coś powiedzieć.
Bracia odwrócili się w jej stronę.
- Ja . . . – zamilkła na chwilę, bała się ich reakcji, a zwłaszcza Deana, ale musiała im to powiedzieć – ja wiedziałam wcześniej, że Asher jest wilkołakiem. – spuściła głowę w dół. Sam milczał, natomiast Dean był wkurzony.
- Co?! Czemu nam tego nie powiedziałaś?!
Holly podniosła głowę i spojrzała na łowcę.
- Chciałam sama temu zapobiec.
- Ty rozumiesz, że komuś mogło się coś stać, gdybyśmy nie przybyli tu . . .  pomyślałaś o tym, co?! Wilkołak zabił by ciebie i Lenę.
- Nie zrobił by tego.
- To wilkołak, a nie jakiś słodki szczeniaczek! – zbliżył się do niej – Potwory nie zasługują na życie! Je trzeba tępić! – w oczach Deana wrzał gniew. Zaciskał ręce w pięści. Oczy łowczyni zaszkliły się łzami, chociaż starała się je nie pokazywać, ale nie umiała.
- Jedynym potworem jesteś ty!! – wykrzyczała chłopakowi w twarz i uciekła. Dean spojrzał za nią wstrząśnięty. Te słowa mocno go zabolały. Czyżby naprawdę stawał się tym, na co poluje?
- Dean? – Sam powoli podszedł do brata. Dean odwrócił się i wydał z siebie głośny krzyk. Rzucił torbą o ścianę, a cała zawartość rozsypała się na ziemię. Upadł na kolana i schował twarz w dłoniach. Sam stał trochę dalej i patrzył zmartwiony na brata.

Holly biegła przed siebie na oślep. Chciała się znaleźć jak najdalej od niego. Co ona mu takiego zrobiła, że tak ją nienawidzi? I czemu ją to tak cholernie bolało? Łowczyni biegnąc nie zauważyła mężczyzny i wpadła na niego. Upadła na chodnik. Mężczyzna wyciągnął do niej rękę.
- Nic ci nie jest? – zapytał.
- Nie, bardzo przepraszam. – ujęła dłoń i podniosła wzrok na mężczyznę. Odsunęła się od niego jak poparzona. Samael zaśmiał się.
- Miło cię znowu widzieć, Holly.
Łowczyni zaczęła się cofać. Na twarzy Samela nadal widniał ten demoniczny uśmiech. Dziewczyna odwróciła się i zaczęła biec najszybciej jak mogła. Wpadła w jakąś uliczkę i ruszyła w stronę drzwi. Zamknęła je szybko za sobą i pobiegła schodami na górę. W połowie drogi jej nogi zaczęły robić się wiotkie, nie mogła na nich ustać. Jej puls był przyśpieszony. Ledwo łapała powietrze. Przed oczami pojawiły się ciemne plamy. Upadła. Ostatnie co zobaczyła, były to oczy demona, które pochylały się nad nią.