Casino
Party Kings 100 South State Street, Chicago.
- Wygrałem. Znowu. – Dean z ogromnym bananem na twarzy, podszedł
do Holly i Sama, którzy siedzieli przy barze i popijali drinka. Zaczął tańczyć
jakieś dziwne ruchy, do tego śpiewając:
- Jestem królem pokera, o tak! Nikt ze mną nie wygra, o tak!
- Dean, uspokój swoje hormony, jesteś w miejscu publicznym.
- Braciszku, nie bądź takim sztywniakiem, bo żadna cię nie
będzie chciała.
Holly nie mogła się powstrzymać i parsknęła śmiechem. Sam zmroził
ją wzrokiem.
- No co? Mógłbyś być trochę bardziej wyluzowany, za bardzo
się spinasz.
- Nie prawda! – żachnął się i okręcił na krześle w stronę
baru.
- Ooo… pan obrażalski się obraził – usiadł obok brata i
poklepał go po ramieniu – Ej no, nie fochaj się, postawię ci drinka – posłał
bratu słodki uśmiech. Sam spojrzał na brata i przymrużył powieki.
- Dobrze, ale chcę dużego i z parasoleczką. – uniósł dumnie
brodę, ciesząc się w duszy, że udało mu się nabrać brata.
Nagle do casyna wpadła przerażona dziewczyna. Miała czerwone
włosy, z prostą grzywką opadającą na jej piękną owalną twarz. A na sobie miała
czarną, krótką, gotycką sukienkę.
- Ludzie! Pomóżcie! Jakiś potwór zaatakował mojego chłopaka.
Nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi, uważali ją za wariatkę
i szkoda było im marnować na nią czas. Łowcy spojrzeli po sobie i jako jedyni
podeszli do przestraszonej dziewczyny. Przedstawili się.
- Ja jestem Lena. – odparła czerwono włosa.
- Co się stało? – spytał Sam.
- Mój chłopak . . . coś go . . . zaatakowało . . . – była tak roztrzęsiona, że ledwo składała
zdania.
- Dobrze, zaprowadź nas tam.
Łowcy poszli za dziewczyną. Po drodze Sam zabrał torbę
broni, tak na wszelki wypadek. Nie wiadomo było z czym mieli do czynienia, a
lepiej było się zabezpieczyć. Dziewczyna skręciła za róg casyna, łowcy podążyli
za nią. Wszystkie sklepy były już pozamykane, tylko wystawy się świeciły. Znaleźli
się w ciemnej, niezadbanej uliczce. Lena podbiegła do ciała chłopaka, które
były strzępach. Dziewczyna zaczęła strasznie szlochać. Łowcy podeszli do niej.
Holly przytuliła dziewczynę. Sam spojrzał na Deana i bezgłośnie ułożył usta w
słowo wilkołak. Oczywiście w ciele
chłopaka nie było serca. Dean spojrzał w niebo. No tak, pełnia. Czemu o tym
zapomnieliśmy?
- No to mamy problem. – powiedział cicho
Dean.
- Lena!! – głos pochodził od jakiegoś chłopaka, który
zbliżył się do nich. Miał kruczoczarne włosy, ubrany był normalnie, w zwykłe
dżinsy i granatową koszulkę.
- Co ty tu robisz, Asher? – Lena odsunęła się od łowczyni i otarła
szybko łzy.
- Przechodziłem tędy i zauważyłem cię. Co się stało? –
chłopak był bardzo zaniepokojony. Lena podeszła do niego i wtuliła się. On
objął ją.
- Alec nie żyje. – dziewczyna ponownie zaniosła się płaczem,
a chłopak głaskał ją po włosach i uspokajał. Potem spojrzał nad jej ramieniem
na braci i Holly.
- Kim wy jesteście?
- Teraz to nie ważne, trzeba ją stąd zabrać.
* * *
80 East Lake Street.
- Połóż ją tutaj. – Asher ułożył Lenę na kanapie i okrył ją
szczelnie kocem. Dziewczyna zasnęła już w aucie. Zasługiwała teraz na długi
odpoczynek po tym okropnym wydarzeniu.
- To powiecie mi kim jesteście? – zapytał ponownie.
- Łowcami. – odparł krótko Dean, nie patrząc na chłopaka.
Usiadł na krześle i zaczął czyścić broń.
- Łowcami? – Asher był zaskoczony.
- Tak. Polujemy na potwory jak wampiry, demony, wilkołaki,
duchy itp. – wyjaśnił Sam. Asher szczerze się zaśmiał.
- Wy sobie żartujecie? – dalej się śmiał, ale nagle
spoważniał widząc, że nie było im do żartów. – Wy mówicie prawdę?
- Oczywiście. – odparła Holly – Wiem, że może być to dla
ciebie irracjonalne, ale to prawda. Wszechświat skrywa wiele tajemnic.
- Więc Aleca zaatakował jeden z tych stworów? Ale jaki?
- Wilkołak.
- Tu w Chicago?
- Potwory są wszędzie. Dobrze ukrywają się wśród ludzi. – Dean
załadował broń i schował ją do torby. – Musimy go znaleźć, by nie było więcej
ofiar. Te monstra są jak dzikie zwierzęcia, nie panują nad swoim
instynktem, szczególnie w czasie pełni.
- I czym go zabijecie?
- Srebrem.
- To na nie działa? Myślałem, że to tylko legendy.
- W każdej legendzie znajduje się ziarnko prawdy. – Sam
rzucił na ramię torbę, którą podał mu brat – Ja z Deanem pójdziemy go poszukać,
a ty Holly zostań tu.
Chłopcy skierowali się do drzwi, ale dziewczyna ich
zatrzymała.
- Co? Czemu nie mogę iść z wami? – szepnęła bardzo cicho i
zerknęła na Ashera, który był zajęty Leną. Głaskał ją delikatnie po policzku.
Było w tym coś intymnego. Łowczyni wróciła wzrokiem do braci.
- Lepiej będzie jak tu zostaniesz . . . – odparł Dean.
- Jasne, chcecie mnie się tylko pozbyć – rzuciła wzburzona.
– A co jeśli ten wilkołak tu przyjdzie?
- Wątpię.
- Skąd takie przekonanie, Dean?
- Bo ja go zabiję i
nie zdąży tu wejść.
- Jesteś za pewny siebie.
- Przeszkadza ci to?! – wysyczał głośniej przez zęby. Holly
już otwierała usta, by się mu jakoś odgryźć, ale Sam zareagował:
- Koniec. Musimy iść. – i pociągnął brata do wyjścia. Łowczyni
stała z zaciśniętymi pięściami i zębami, gapiąc się w drzwi. Miała go już
serdecznie dosyć. Co on sobie wyobrażał? Nie był idealny. Nikt nie był. Nawet
ona.
*
* *
Bracia wrócili z samego rana. Jednak żadnego wilkołaka nie
złapali. Jakby się zapadł pod ziemię. To było dziwne. Łowcom to się nigdy nie zdążyło.
Zawsze w czasie pełni się ujawniały, czy tego chciały czy nie. Rzadko przezwyciężały
tę żądzę mordowania, po prostu miały to w genach, a moc pełni tylko to
umacniała. Jedynym wyjściem było zapuszczenie się w jakimś lesie, z dala od
ludzi. Czyżby on też to zrobił? Lena już się lepiej czuła, ale ból po stracie
chłopaka nie znikł. Asher cały czas był przy niej, bardzo zależało mu na niej. Po
śniadaniu dziewczyny poszły do kuchni, zmyć naczynia. Faceci oczywiście zmyli
się do salonu, oglądać telewizję.
- Asher to twój były? – Lena właśnie podawała Holly ostatni
talerz i o mało go nie opuściła. Na szczęście łowczyni miała dobry refleks.
- Przepraszam, nie potrzebnie się wtrącam.
- Nie, nic się nie stało. – wytarła ręce w ręcznik i oparła
się o zlew – To było dawno temu. Byliśmy ze sobą bardzo długo. Znajomi mówili,
że jesteśmy dla siebie stworzeni. Dopełnialiśmy się. Wszystko było idealne do
pewnego dnia, kiedy przyszedł nawalony, miał bardzo dużo niebezpiecznych
zadrapań i ran. Chciałam go zabrać do szpitala, wyglądało to okropnie, ale on
nie chciał. Opatrzyłam go tylko, bo na nic innego mi nie pozwolił. Bałam się,
że może być jeszcze gorzej. Gdy pytałam się, co się stało, on milczał. Od tamtego
czasu nie układało się nam, ciągłe kłótnie, jego zniknięcia na noc. Prowadziło to
tylko do jednego, że ma kogoś. Zerwałam z nim. Był tym załamany, prosił mnie
bym do niego wróciła, ale ja nie mogłam i nigdy do niego już nie wrócę. Nie wytrzymie
kolejnych kłamstw i tajemnic. Lepiej gdy
nie jesteśmy razem. – dziewczyna odwróciła
twarz, powiedziała przepraszam i
wyszła z kuchni.
Holly było jej żal. Ona nadal mocno kochała Ashera, ale
przez te jego sekrety, nie mogła z nim być. Czy to naprawdę chodziło o
kochankę? Czy ukrywał on coś innego, coś gorszego? Holly musiała się tego
dowiedzieć, ale nie zamierzała mówić o swoich domysłach braciom. Sama chciała
to rozwikłać.
* * *
Winchesterowie ponownie wyruszyli na poszukiwanie potwora, a Holly
znowu została z Asherem i Leną. Czerwono włosa poszła się położyć do swojego
pokoju. Natomiast łowczyni i chłopak czuwali w salonie. Nagle chłopak wstał i
ruszył do wyjścia.
- Wiem, że to ty! – zawołała za nim. Kruczowłosy zatrzymał
się i odwrócił w jej stronę. Jego oczy były żółte, a z ust wystawały wielkie
kły. Zaczął się zbliżać do niej. Holly pośpiesznie wstała i wyciągnęła srebrny
sztylet. Wilkołak rzucił się na nią. Łowczyni w samą porę uchyliła się i wyminęła
potwora. Wybiegła z budynku. Chłopak dopadł ją i przypiął do ściany. Sztylet wypadł
jej z ręki. Była bezbronna, potwór był za silny.
- Nie pozwolę wam ją skrzywdzić!!! – warknął wilkołak.
- Nikt jej nie krzywdzi. – wyszeptała – Jedyną osobą, która
to robiła, byłeś ty.
- Nie prawda!! Ja tylko chroniłem ją przed sobą. Robiłem to
wyłącznie dla jej dobra.
- Dobra?! Niszcząc jej życie i zabijając jej chłopaka?
Asher odsunął się od łowczyni.
- On by ją wykorzystał, nie mogłem na to pozwolić, by znowu cierpiała. Gdy zauważyłem ich w tej
uliczce i jak on się do niej przylepiał, chociaż ona go odpychała . . . nie
mogłem na to patrzeć, wiedziałem, że jej coś zrobi. Nie mogłem się powstrzymać
i zabiłem go.
- A nie sądzisz, że czas jej wyznać prawdę? Zasługuje na to.
- Nie!!! – wydarł z siebie głośny ryk i skoczył na Holly. Dziewczyna
zamknęła oczy i zasłoniła się rękoma. Czuła, że tego nie przeżyje. Ale nagle
usłyszała wystrzał i wilkołak upadł przed nią na ziemię. Sam podbiegł do
dziewczyny.
- Jesteś cała? – zapytał zaniepokojony. Holly przytaknęła. Spojrzała
na ciało Ashera. Nie żył. Dean zajął się ciałem.
Kiedy wrócili do Leny, dziewczyna siedziała na kanapie,
patrząc pusto przed siebie. Łowczyni usiadła obok.
- To on . . .?
- Tak, przykro mi. Wiem jak bardzo go kochałaś. On również
mocno cię kochał. Chronił cię przed sobą i dlatego ukrywał kim naprawdę jest. –
Lena spojrzała na Holly i przytuliła się do niej. Łowczyni odwzajemniła uścisk.
- Dziękuje. – powiedziała czerwono włosa.
- Nie masz za co. Chciałam, żebyś o tym wiedziała. –
uśmiechnęła się do dziewczyny i podeszła do Deana i Sama.
Kiedy byli już przed budynkiem, Holly zatrzymała ich.
- Chłopcy, muszę wam coś powiedzieć.
Bracia odwrócili się w jej stronę.
- Ja . . . – zamilkła na chwilę, bała się ich reakcji, a zwłaszcza
Deana, ale musiała im to powiedzieć – ja wiedziałam wcześniej, że Asher jest
wilkołakiem. – spuściła głowę w dół. Sam milczał, natomiast Dean był wkurzony.
- Co?! Czemu nam tego nie powiedziałaś?!
Holly podniosła głowę i spojrzała na łowcę.
- Chciałam sama temu zapobiec.
- Ty rozumiesz, że komuś mogło się coś stać, gdybyśmy nie
przybyli tu . . . pomyślałaś o tym, co?!
Wilkołak zabił by ciebie i Lenę.
- Nie zrobił by tego.
- To wilkołak, a nie jakiś słodki szczeniaczek! – zbliżył się
do niej – Potwory nie zasługują na życie! Je trzeba tępić! – w oczach Deana wrzał
gniew. Zaciskał ręce w pięści. Oczy łowczyni zaszkliły się łzami, chociaż
starała się je nie pokazywać, ale nie umiała.
- Jedynym potworem jesteś ty!! – wykrzyczała chłopakowi w
twarz i uciekła. Dean spojrzał za nią wstrząśnięty. Te słowa mocno go zabolały.
Czyżby naprawdę stawał się tym, na co poluje?
- Dean? – Sam powoli podszedł do brata. Dean odwrócił się i
wydał z siebie głośny krzyk. Rzucił torbą o ścianę, a cała zawartość rozsypała
się na ziemię. Upadł na kolana i schował twarz w dłoniach. Sam stał trochę
dalej i patrzył zmartwiony na brata.
Holly biegła przed siebie na oślep. Chciała się znaleźć jak
najdalej od niego. Co ona mu takiego zrobiła, że tak ją nienawidzi? I czemu ją
to tak cholernie bolało? Łowczyni biegnąc nie zauważyła mężczyzny i wpadła na
niego. Upadła na chodnik. Mężczyzna wyciągnął do niej rękę.
- Nic ci nie jest? – zapytał.
- Nie, bardzo przepraszam. – ujęła dłoń i podniosła wzrok na
mężczyznę. Odsunęła się od niego jak poparzona. Samael zaśmiał się.
- Miło cię znowu widzieć, Holly.
Łowczyni zaczęła się cofać. Na twarzy Samela nadal widniał
ten demoniczny uśmiech. Dziewczyna odwróciła się i zaczęła biec najszybciej jak
mogła. Wpadła w jakąś uliczkę i ruszyła w stronę drzwi. Zamknęła je szybko za
sobą i pobiegła schodami na górę. W połowie drogi jej nogi zaczęły robić się
wiotkie, nie mogła na nich ustać. Jej puls był przyśpieszony. Ledwo łapała
powietrze. Przed oczami pojawiły się ciemne plamy. Upadła. Ostatnie co
zobaczyła, były to oczy demona, które pochylały się nad nią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz